Zacznijmy od rachunku sumienia… Pomyśl, ile udało Ci się zawodowo osiągnąć dziś, w ostatnim tygodniu, miesiącu, roku, całym swoim życiu? Co mogłeś zrobić lepiej, szybciej, z większą korzyścią dla siebie i innych? Gdzie byłbyś teraz, gdybyś wykorzystał wszystkie stojące przed sobą szanse?

 

 

 

I teraz pytanie najważniejsze – co sprawiło, że nie osiągnąłeś pełni swoich możliwości? Czy to niesprzyjające okoliczności, złośliwi przełożeni, nierzetelni współpracownicy pogrążyli Twoje szanse na rozwój zawodowy? A może to Ty sam i Twoje wybory sprawiły, że część Twojego czasu poświęconego na pracę, można uznać za stracony?

 

Ludzie o zewnętrznym umiejscowieniu kontroli – lubiący widzieć swoje życie jako pochodną działań innych i zdarzeń losowych – wybiorą pierwszą z opcji. Osoby z wewnętrznym umiejscowieniem kontroli zaś uznają, że to ich własne wybory zdeterminowały ich dalszą zawodową ścieżkę. I teraz pytanie ostatnie – jak myślisz, która z tych grup – osoby o zewnętrznym czy wewnętrznym umiejscowieniu kontroli osiągają w swoim życiu więcej?

 

Badania psychologów dowodzą bezsprzecznie, że osoby, które widzą swój wpływ zarówno na swoje sukcesy, jak i porażki są bardziej efektywne, zdyscyplinowane, ba! szczęśliwsze, i zawodowo, i tak zupełnie prywatnie. Złudzenie, że to inni kierują naszym losem prowadzi do marazmu, apatii, wypalenia zawodowego…

A to przecież my, nikt inny, odwlekamy rozpoczęcie ważnych projektów, trwonimy czas nad perfekcjonistycznymi poprawkami, kolejny rok z rzędu rezygnujemy z przydatnych studiów podyplomowych, czy bierzemy na siebie tyle zadań, że w efekcie żadnego z nich nie wykonujemy na zadowalającym poziomie. Ten auto-sabotaż własnych działań doczekał się w psychologii fachowej nazwy. Mowa tu o prokrastynacji (z łac. pro – dla, crastinus – jutrzejszy), czyli dobrowolnym odwlekaniu wykonania zadania, które i tak musimy wykonać, do momentu, w którym zwlekanie staje się dla nas psychologicznie dokuczliwe.

 

Prokrastynacja przyjąć może różnorodne, czasami zupełnie zaskakujące formy. Aby przybliżyć to zjawisko posłużę się przykładem. A zatem… prokrastynuje ten, kto:
-> szukając rozwiązania idealnego odwleka w nieskończoność podjęcie ważnych decyzji;
-> zabiera się za wykonanie kluczowego projektu noc przed terminem jego oddania;
-> odwleka wykonanie telefonu, który i tak będzie musiał wykonać;
-> zamiast skupić się na pisaniu ważnego raportu przegląda w internecie newsy z życia gwiazd;
-> postanawia sobie, że rano poświęci przed wyjściem do pracy 10 minut na szlifowanie języka angielskiego. Codziennie rano jednak przestawia swój budzik o 10 minut później i zamiast nauki wybiera sen;
-> odwleka z miesiąca na miesiąc rozmowę ze swoim przełożonym na temat zmiany warunków zatrudnienia.

 

O prokrastynacji mówimy zawsze wtedy, gdy w grę wchodzi przepaść między intencją a działaniem. Są przypadki, w których przepaść ta działać może na nas aktywizująco (tzw. pełna mobilizacja przed deadline’em), najczęściej jednak zgubny nawyk prokrastynacji nie prowadzi do niczego dobrego. W skrajnej formie przyczynić się może do poczucia, że nie jesteśmy w stanie kierować naszym życiem.

 

Są osoby, u których prokrastynacja przyjmuje formy zrutynizowane. Na pewno znajdziecie w swoim otoczeniu takie (lub – o zgrozo! znacie taki proceder z autopsji), które przystępując do pisania istotnego dokumentu zaczynają od gruntownego sprzątnięcia swojego biurka, zrobienia sobie kawy, wykonaniu kilku telefonów, wyrzuceniu niepotrzebnych plików z pulpitu swojego komputera, aż… robi się zupełnie późno i już nie ma sensu do tego dokumentu siadać.

 

Nawet jeśli ten scenariusz nie dotyczy Ciebie, to z pewnością i Tobie zdarzyło ulec iluzji, że jutro znajdziesz czas na zadania, które odraczasz dzisiaj.

 

Artykuł ukazał się pierwotnie na www.dlaradnych.pl (X-XI 2012 r.)

Druga część artykułu tu.

Źródło grafiki tu.

Pin It

Zostaw komentarz