AppleUpał. Powrót do domu z drugiego końca miasta. Dzwonię po taksówkę. Już wiem, że trochę postoimy w korkach. Ale co tam, chętnie odetchnę po intensywnym dniu. Zamknę oczy lub popatrzę na mijane miejskie krajobrazy. Nie czekam długo. Podjeżdża samochód pewnej wrocławskiej korporacji taksówkarskiej. Wsiadam. Przede mną co najmniej pół godziny drogi. Jednak nie mam okazji na relaks. Chcąc czy nie chcąc staję się świadkiem bardzo dziwnej rozmowy…

 

„Za krótko tu pracujesz, by mieć swoje zdanie” – głos w taksówkowym radiu zabrzmiał stanowczo. “Nie będę z Tobą gadał, Ty %%&*#@@@”  – od razu pada odpowiedź. Po kilkunastu w podobnym tonie wypowiadanych zdaniach szybko orientuję się, że rozmowa trwa już jakiś czas. Panowie przekrzykują się wzajemnie który z nich ma większą rację, który ma więcej do powiedzenia a który ma zamilknąć. Dodatkowo licytują się na swój staż pracy mając być może nadzieję, że druga strona ugnie się pod ciężarem DOŚWIADCZENIA…

 

Nic z tego. Do kłótni dołączają się inni. Domyślam się, że też najstarsi pracownicy. Wspierają tego, który próbuje wyjaśnić “młodemu” zasady pracy w organizacji. Tu starszy ma zawsze rację – wnioskuję zasadę nr 1. Tu nie masz swojego zdania dopóki nie zostaniesz przyjęty do społeczności – zasadą nr 2 odnajduję w zdaniu: “Jeszcze ze sobą nie piliśmy, żebyś mógł mi mówić na Ty”. O taksówkarza trzeba dbać – zasadę nr 3 milcząco potwierdzają ci, którzy nie przerywają tej dyskusji. A ona trwa, trwa i trwa.

 

Aż do znudzenia powtarzano te same argumenty i słowa. Nikt nie zareagował. Ani dyspozytorka, ani kierowca, który mnie wiózł do domu. Pół godziny drogi. Wystarczająco długo, by uzmysłowić sobie, że:

– są jeszcze takie firmy, gdzie trzeba się wkupić by zostać przyjętym przez zespół,

– są firmy, gdzie obok oficjalnej struktury i hierarchii istnieje ta niepisana siatka wzajemnych powiązań, zależności, układów i pokłonów,

– są jeszcze takie organizacje, które nie zauważają, że to nie dział marketingu a pracownik buduje ich markę dzień po dniu: w relacjach między sobą i w stosunku do klientów.

 

 

Myślisz sobie – wyjątek. I pewnie będziesz miał w pewien sposób rację. Firmy taksówkarskie z reguły dbają o klientów. Kierowcy domyślają się, że tego typu rozmowy idą w eter. Ściszają więc radio i załatwiają te sprawy między sobą. Bez angażowania w to klientów.

Ale czy… zdają sobie z tego sprawę pracownicy wsiadający do komunikacji miejskiej po pracy? Przypomnij sobie… usłyszałeś kiedyś o Uli z Działu Kadr, że za późno zrobiła przelew z wypłatą? A o Wojtku ze Sprzedaży, że znów “sobie coś wymyślił”? Albo o Dziale IT, który każe szyfrować komputery? Bo ja tak, wielokrotnie. Ileż to informacji poufnych w takich tramwajach! Ileż to opinii o pracodawcy przemierza miasto autobusem! A ileż to uczuć, emocji będących barometrem poziomu zaangażowania opanowujących przystanki całe!

 

Toż to kopalnia wiedzy o kulturze organizacji, atmosferze pracy, pisanych i niepisanych zasadach pracy! Co tam strony kariery, social media a nawet fora internetowe. Nie mamy pewności czy te informacje są prawdziwe! Czasem wystarczy przyjść na przystanek zlokalizowany pod biurowcem potencjalnego pracodawcy (lub wsiąść do taksówki, jeśli akurat marzy nam się praca za kółkiem w konkretnej korporacji). Pracownicy wiedzą najwięcej o kulturze organizacji. Najwięcej też o niej mówią. W tramwaju, na squashu, w pubie…

 

Szansa to dla nas, Employer Brandingowców, czy zagrożenie?

 

Pin It

1 komentarz: “Podróż taksówką, czyli rzecz o kulturze organizacji

Zostaw komentarz